Dzisiaj po prawie całej nieprzespanej nocy wstaliśmy o 7. Po ogarnięciu się o 8 pojechaliśmy metrem do centrum.
Metro w Singapurze jest tak perfekcyjnie skonstruowane ze można je podziwiać dniami i nocami.
Wsiadamy do jednego wagonu jedziemy kilka stacji. Koleżka z mikrofonu mówi ze jak chcemy dojechać do naszej stacji to musimy wysiąść na następnym przystanku i przesiąść się do innego wagonu. Metro się zatrzymuje dużo ludzi wychodzi i biegnie do kolejnego wagonu i jada dalej a my razem z nimi. Wszystko przebiega tak sprawnie, że aż miło na to popatrzeć. Ogólnie to jeździ tutaj 5 rożnych linii, które są na różnych poziomach. Nieraz zdarza się taka sytuacja ze trzeba się przesiąść i zmienić całkiem platformę, aby dostać się do właściwego pociągu. Podoba się nam to bardzo, autobusami jeszcze nie jeździliśmy, bo metrem można się dostać praktycznie w każdy punkt miasta w kilka minut, bez żadnych przeszkód.
Singapur bardzo się nam podoba jest to miasto wysoce rozwinięte. Na ulicach wszyscy chodzą elegancko ubrani. 80% kobiet w szpilkach, 70% mężczyzn koszulach. Zróżnicowanie kulturowe na nasze oko wygląda tak ze najwięcej jest azjatów tzn. singapurczyków i chińczyków, sporo jest również hindusów, białych można policzyć na palcach.
Dzisiaj byliśmy w Muzueum Cywilizacji Azjatyckich, przy miejscu lądowania Rafflesa, pospacerowaliśmy po downtown.
Byliśmy również przy pomniku Merliora (bestia z głową lwa), jest to symbol narodowy Singapuru. Nazwa Singapur pochodzi od dwóch słów: singa (lew) i pura (miasto), dlatego często nazywane jest jako Miasto Lwa.
Następnie udaliśmy się do chinatown gdzie kupiliśmy sobie adapter do gniazdek za cale 4 zł (zapomnieliśmy zabrać adapter z polski kupionego za 24zl, który wiecznie wypada z gniazdka).